blades of the shogun tapeta szara z bohaterami

Shadow Tactics: Blades of the Shogun – recenzja kultowej strategii czasu rzeczywistego

Shadow Tactics: Blades of the Shogun to produkcja wzorowana na serii Commandos i dzieło twórców Desperados III. Jak prezentuje się kilka lat po premierze i czy warto po nią sięgnąć? O tym dowiecie się z poniższej recenzji.

Dzieło niemieckiego studia Mimimi Games przenosi gracza do Japonii z początku siedemnastego wieku. Z jednej strony mamy więc samurajów ze swoją surową, opartą na honorze tradycją, z drugiej zaś – ludzi z karabinami. Naszym zadaniem będzie cicha eliminacja jednych i drugich, przy użyciu wachlarza zdolności naszych postaci.


Katana, shuriken i flet – jak zabijać w Blades of the Shogun?

blades of the shogun tapeta szara z bohaterami
Producent
Mimimi Games
Liczba graczy
1
Czas rozgrywki
Około 25 godzin
Język gry
Polskie napisy
Our Score
4.4

Gry skradankowe często oferują graczom zestaw różnorakich broni, za pomocą których nasz bohater będzie w stanie zwalczać oponentów.

Shadow Tactics: Blades of the Shogun nie jest tu wyjątkiem.

Zaznaczyć trzeba jednak, że każda z postaci gracza dzierży nieco inne narzędzia i ma różne możliwości. Kluczem do sukcesu jest więc doskonała znajomość słabych i mocnych stron naszych zabójców.

Sama gra składa się z trzynastu misji. Wiele z nich zawiera w sobie elementy, które w istotny sposób zmieniają przebieg rozgrywki.

Przykładowo, na mapach pokrytych śniegiem bohaterowie będą zostawiać odciski swoich stóp. Sekwencje rozgrywające się w nocy będą zaś zmieniać pole widzenia przeciwników.


Trzynaście misji Shadow Tactics

W większości misji gracz nie ma kontroli nad wszystkimi dostępnymi w grze postaciami.

Zamiast tego przyjdzie mu nauczyć się korzystać z połączonych zdolności dwóch czy trzech z nich.

Co ciekawe, to właśnie te krótkie misje, w których musiałem skupić się jedynie na parze bohaterów, przyniosły mi najwięcej frajdy.

Sekwencje z użyciem ich wszystkich wymagały ode mnie sporej precyzji i ciągłego pamiętania o tym, gdzie aktualnie jest dana postać. Zajmowały też dużo więcej czasu.

Krótsze epizody zapewniły mi nieco więcej rozrywki, pozwalając na spokojną eliminację kolejnych przeszkód.

Nie mogę jednak rzec, by mniejsze misje były łatwiejsze. W Shadow Tactics każda sekwencja stanowiła wyzwanie i przynosiła satysfakcję. Czasem też irytację.

Zrzut ekranu z gry Shadow Tactics: Blades of the Shogun.

Ta przychodziła szczególnie wtedy, gdy przeciwnicy wszczynali alarm i zaczynali walkę. Momenty, w których trzeba zacząć otwartą walkę lub uciec spod ostrzału zazwyczaj się nie udają.

Na takich minimalistycznych polach bitew panuje wówczas ogromny chaos, a gracz nie ma wystarczająco czasu, by dobrze pokierować swoimi bohaterami.

Szybko nadciągają też posiłki wroga. W efekcie jest naprawdę źle.

Być może pomogłaby tutaj aktywna pauza, jednak mogłaby to zniszczyć ducha gry.

Dodatkową zabawę zapewniają odznaki, które odblokowujemy dzięki przechodzeniu misji z jakimś dodatkowym, opcjonalnym wyzwaniem.

Przykładowo, wykonując ją w określonym czasie czy nie zabijając ani jednego cywila. To ostatnie jest naprawdę trudne.

Wierzcie mi, cywile w Blades of the Shogun są znacznie większym utrapieniem od przeciwników.


Pięć ostrzy szoguna

Główną osią fabularną gry jest konflikt między panującym obecnie i miłującym pokój szogunem a tajemniczym Kage-samą, który pragnie wywołać wojnę.

To właśnie w tych warunkach zbieramy grupę pięciu kompletnie różnych bohaterów.

Stworzą oni drużynę, której zadaniem będzie zapobiegnięcie rozlewowi krwi poprzez… rozlewanie jej tylko tym właściwym osobom.

Grafika promocyjna gry Shadow Tactics: Blades of the Shogun.

Trzeba tu jednak zaznaczyć, że nie wszyscy członkowie naszej ekipy to wyszkoleni w zabijaniu ninja. Tak naprawdę do tego modelu wpisuje się tylko jeden z bohaterów – Hayato. Wyposażony w katanę, shurikena i… kamienie, za pomocą których odwraca uwagę wrogów, jest najprostszą w obsłudze postacią.

Zaraz po nim mamy Mugena. Silnego samuraja, który jako jedyny jest w stanie pokonać w pojedynkę innego przedstawiciela swojej kasty. Może też nosić naraz dwa ciała, a jego katany potrafią poćwiartować nawet trzech wrogów jednocześnie.

Jest i Yuki – słodka dziewczynka, która mogłaby występować w cyrku jako człowiek guma. Posiada flet, za pomocą którego zwabia przeciwników. Ci zaś mogą następnie zostać załatwieni przez jej pułapkę. Proste, ale bardzo skuteczne.

Następny w kolejce to mój ulubieniec, Takuma. Ten niepozorny staruszek ukrywa w swojej sztucznej nodze karabin i nie zawaha się go użyć. Nie mówiąc już o granatach czy wytresowanym do zwabiania wrogów jenocie.

Zrzut ekranu z gry Shadow Tactics: Blades of the Shogun.

Ostatnia w drużynie jest Aiko. Jeśli znajdziemy dla niej odpowiedni strój, będzie w stanie przechodzić między przeciwnikami niezauważenie. O ile początkowo miałem problemy z tą postacią, o tyle w późniejszych etapach gry chętnie z niej korzystałem.

Podsumowując, gra daje nam do rąk pięć bohaterów, którzy pomimo różnic charakterów staną się zabójczą drużyną. W dosłownym znaczeniu tego słowa.


Historia pięciu zabójców

W czasie rozgrywki niejednokrotnie gracz będzie świadkiem rozmów między swoimi postaciami.

Te zostały zaś napisane bardzo dobrze.

Utwierdzają nas w poczuciu, że sterowani przez nas bohaterowie są żywi i wielowymiarowi. I choć fabuła gry jest w wielu momentach prosta i przewidywalna, to wypełniona takimi charakterami nie mogła nie być sukcesem.

Choć rozgrywka nie pozwala nam na dokonywanie żadnych moralnych wyborów czy wpływania na przebieg kolejnych wydarzeń fabularnych, wciąż pozostaje kawałem solidnej, dojrzałej opowieści.

Cudownie jest się w niej zagłębić.


Kwitnące drzewa wiśni w Blades of the Shogun

O grafice w Shadow Tactics: Blades of the Shogun można powiedzieć tylko jedno – jest piękna.

O ile efekty specjalne w grze czy modele postaci są po prostu poprawne i ładne, o tyle lokację robią duże wrażenie.

Wszystkie elementy otoczenia są tutaj modelami 3D, ponieważ mapą da się obracać w czasie rozgrywki.

Mimo to zostały wykonane tak starannie, że nie powstydziliby się ich nawet twórcy Icewind Dale, znani z niestarzejących się, pięknych lokacji.

Każda z trzynastu misji w grze jest wykonywana w innym miejscu. Miejsca te zaś niejednokrotnie różnią się od siebie klimatem. Wyczuwalna jest tutaj nawet pora dnia czy nocy, ponieważ twórcy postarali się o subtelną grę świateł.

Grają też kolorystyką.

Nasi bohaterowie różnią się od siebie przewodnimi kolorami swoich strojów, ale i całe mapy utrzymane są w różnorakich tonacjach.

Zrzut ekranu z gry Shadow Tactics: Blades of the Shogun.

Moim faworytem jest chyba epizod w deszczu, w którym jako Yuki musimy przekradać się przez pełne błota pola uprawne.

Staramy się unikać konfrontacji, lawirując między zwłokami wieśniaków i kałużami pełnymi krwi. Wszystko zachowane w brudnej, brązowoszarej stylistyce.

Cudo.

Dla kontrastu mogę wspomnieć choćby o pełnej światła i kwiatów rezydencji, w której przyjdzie nam pozbyć się gospodarza czy nocnym festiwalu i oświetlonych kolorowymi lampionami uliczkach miasta. To tylko dwie z wielu lokacji, które przyjdzie nam odwiedzić w Shadow Tactics: Blades of the Shogun.


Ohayōgozaimasu, Takuma sensei!

Trzeba powiedzieć kilka słów o dźwięku.

Blades of the Shogun posiada przyzwoitą ścieżkę dźwiękową, która potrafi zrobić odpowiedni klimat.

Jednak to nie tym mnie kupiła.

Gdy zobaczyłem, że gra posiada pełny, japoński dubbing, byłem zachwycony. Aktorzy głosowi zostali jakby stworzeni do swoich roli i odegrali je znakomicie.

Jako wielki fan animacji ze wschodu, od razu poczułem klimat tej produkcji.

Podsumowując, Shadow Tactics: Blades of the Shogun prezentuje się jako produkcja wybitna, która pozostaje świetną i dopracowaną grą nawet długo po swojej premierze.

Nie wydaje mi się też, by zmieniło się to w najbliższym czasie. Nie jest to gra, o której moglibyśmy powiedzieć, że byłaby świetna, gdyby coś w niej zmienić czy poprawić.

Jest świetna już teraz.

A jeśli lubicie samurajskie klimaty i szukacie czegoś w stylu Blades of the Shogun, zobaczcie Philosophia: Floating World.


blades of the shogun tapeta szara z bohaterami
Shadow Tactics: Blades of the Shogun – recenzja kultowej strategii czasu rzeczywistego
Podsumowanie
Shadow Tactics: Blades of the Shogun to produkcja, której gameplay przywodzi na myśl serię Commandos. Przenosi ona gracza do Japonii z początków siedemnastego wieku, gdzie przyjdzie mu cicho wyeliminować przeciwników szoguna i pokierować piątką zróżnicowanych bohaterów. To liniowa, przyjemna strategia czasu rzeczywistego.
Gameplay
Fabuła
Grafika
Audio
Oceny czytelników1 Vote
Zalety
dopracowany, ciekawy gameplay
piękne lokacje
genialny japoński dubbing
prosta, acz przyjemna historia
mięsiści, różnorodni bohaterowie
Wady
niektóre misje się przedłużają
miejscami za trudna
otwarte potyczki są bardzo chaotyczne
4.4
Ocena