The last of us człowiek sam w lesie
The last of us człowiek sam w lesie

Gry postapokaliptyczne i ich popularność

Pod kontrolą Zony

W ostatnim czasie jesteśmy świadkami niewyobrażalnej wręcz mody na wycieczki do Czarnobyla. Sytuacja ta jest pokłosiem bardzo ciepło przyjętego serialu HBO, opowiadającego o tragedii z kwietnia 1986 roku. Wznowiono zapomniane już książki (notabene świetne), odświeżono filmy dokumentalne, a każdy szanujący się YouTuber musi nagrać chociaż odcinek z ukraińskiego wymarłego miasta. W Zonie pojawiło się tak dużo turystów, że do tych najpopularniejszych miejsc ustawiają się kolejki… Takim stanem rzeczy na pewno nie są zadowoleni prawdziwi, wieloletni stalkerzy, którzy traktowali to miejsce jak swego rodzaju świątynię. Jednakże – jak to ze wszystkim bywa – moda w końcu przemija, co prawdopodobnie stanie się i w tym przypadku. Pozostaną wtedy jedynie ci najzagorzalsi czarnobylscy fanatycy, którym nie trzeba tłumaczyć kim są samosioły albo „czy daleko jeszcze do tego Oka Moskwy?”.

Kadr z gry S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci

Abstrahując od obecnej popularności Czarnobyla, przyznać musimy, że miejsce to od zawsze przyciągało wielu ludzi, nie tylko tych osobiście z nim związanych. Na własne oczy chcemy zobaczyć, do czego może doprowadzić ludzka ignorancja oraz zaniedbania. Chcemy poczuć tamto powietrze, usłyszeć ciężką do wyobrażenia ciszę oraz zobaczyć niszczejące budynki. Zwłaszcza te ostatnie robią niepowtarzalne wrażenie, uświadamiając nam, że w końcu przyroda upomni się o swoje.

Stoję w deszczu nad niewielkim pagórkiem świeżo usypanej ziemi, zwieńczonym krzyżem z dwóch zespawanych drutów zbrojeniowych. Zamiast tabliczki – stara maska przeciwgazowa. Zamiast wieńca – dwie puste butelki po wódce nasadzone na poziomie ramiona krzyża i tetetka przyspawana na jego szczycie. Wieczny odpoczynek, Łysy – niech ci Zona lekką będzie.

Michał Gołkowski – Ołowiany świt

Wschodnioeuropejski klimat

Szybko się okazało, że Zona stała się niewyczerpanym źródłem inspiracji dla wielu twórców. Oczywiście nie można tutaj pominąć serii ukraińskich gier postapokaliptycznych S.T.A.L.K.E.R. Warto jednak wiedzieć, że jedną z ich głównych inspiracji był film Stalker z 1979 roku – absolutne arcydzieło kinematografii, obowiązkowe dla fanów klimatu postapo. W grze została przedstawiona nam jakże ciekawa alternatywna historia czarnobylskiej Zony. Już w XXI w. doszło do ponownego wybuchu w elektrowni, który w jeszcze większym stopniu wpłynął na okolicę. Flora i fauna zmutowały, stając się skrajnie agresywnymi. W wielu miejscach pojawiły się tzw. anomalie, które w większości są niczym innym jak śmiercionośnymi pułapkami. Wytwarzają one jednak bardzo cenne przedmioty, artefakty, których niesamowite właściwości są pożądane poza Strefą… A to powołało do życia tytułowych stalkerów.

Kadr z gry S.T.A.L.K.E.R.: Czyste niebo

Scenariusz do gier stworzył Andriej Lewicki, który dzieciństwo spędził nigdzie indziej jak w Czarnobylu. Po tragedii w 84. roku był częstym gościem Zony, w której nocował po opuszczonych budynkach. Niejednokrotnie przychodziło mu się ukrywać przed patrolami milicji! Lewicki był więc naturalnym wyborem do stworzenia scenariusza S.T.A.L.K.E.R.A., w końcu sam jest jednym z nich. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że człowiek ten jest również zaangażowany w projekt Survarium, tworząc między innymi książki z tego świata. Bardzo ciekawym pomysłem była dodatkowa bonifikata graczy, którzy przesłali do wydawcy swoje zdjęcie wraz z zakupioną książką Lewickiego. Otrzymywali oni dodatkowe przedmioty dla swojej postaci.

autor
Michał Gołkowski
Tytuł
Ołowiany świt
cykl
S.T.A.L.K.E.R.

Nie tylko gry

Po sukcesie gier, uświadomiono sobie, że stalkerski świat jest po brzegi wypełniony niesamowitymi historiami, które tylko czekają na opowiedzenie. Tak narodziła się seria książek, które w Polsce ukazują się za pośrednictwem Fabrycznej Zony (Fabryka Słów). Czarnobylska seria liczy już sobie prawie 20 wydanych pozycji, a szczególną popularnością cieszy się pięciotomowy cykl polskiego pisarza Michała Gołkowskiego. Książki opowiadają historie niezwiązane z główną fabułą gier, jednak spotykamy w nich miejsca oraz postacie znane z ekranów. Walka ze snorkami, ucieczka przed kontrolerem czy potężną chimerą… można się przestraszyć.

Następca

Fanom S.T.A.L.K.E.R.A., którzy od lat nie mogą się doczekać wyjścia części drugiej, zadośćuczynić może Chernobylite. W pewnym sensie ta gra mogłaby być pełnoprawnym następcą ukraińskiego fenomenu, choć trochę więcej w niej survival horroru. Wartym odnotowania faktem jest dokładność odwzorowania szczegółów wymarłego miasta. Polskie studio The Farm 51 zasłużyło pod tym względem na oklaski, gdyż te najpopularniejsze miejsca zostały przeniesione na ekrany komputera 1:1. Jeśli ktoś odwiedził kiedyś Czarnobyl, może się chwilami poczuć jakby ponownie się tam znalazł. Gra jest jeszcze na etapie wczesnego dostępu, przez co posiada swoje wady i błędy, natomiast zdecydowanie jest warta zainteresowania.

Zwiastun gry