The last of us człowiek sam w lesie

Gry postapokaliptyczne i ich popularność

Jak się okazuje, koniec świata dla wielu nie jest jednoznaczny z końcem ludzkości. Niezliczona ilość niesamowitych wizji, jak będzie wyglądało nasze życie po tych wydarzeniach, jest tego najlepszym dowodem. Nic więc dziwnego, że wraz z rosnącą popularnością tematu, narodził się oddzielny podgatunek sci-fi.

Postanowiliśmy mu się przyjrzeć z bliska, mając nadzieję, że razem z naszymi czytelnikami dowiemy się na czym polega fenomen gatunku postapokaliptycznego, gier z nim związanych, ale również książek i filmów.

Człowiek od zarania dziejów stara się przewidzieć ów straszny Koniec. Robili to Majowie, robili to chrześcijanie, robimy to my sami w obecnych czasach.

Biblijna Apokalipsa, Ragnarök, przepowiednia Itliny, wojna nuklearna, inwazja kosmitów czy też epidemia zombie – nazywano to różnie. Jednak wszystkich zainteresowanych tematyką najbardziej frapuje pytanie: „co dalej?”.

W końcu z prawie ośmiu miliardów ludzi ktoś musi przeżyć!

Odpowiedzi szukają autorzy książek, filmów, seriali oraz gier wideo. Ale nie tylko… Jak się okazało, tematy postapokaliptyczne wyszły daleko poza kręgi kultury oraz popkultury.

Do tzw. preppersów należy coraz szersze grono osób, a firmy budujące schrony zarabiają krocie. Zacznijmy jednak od początku.


Na początku było słowo

Herbert George Wells
1866-1946
Najważniejsze powieści
Wehikuł czasu, Wojna światów, Wyspa doktora Moreau

I choć za głównego twórcę gatunku science fiction uważa się Cyrana de Bergerac (żyjącego w XVII w.), rokiem narodzin postapokalipsy zapewne jest 1895, kiedy to ukazała się książka Herberta George’a Wellsa pt. Wehikuł czasu.

Warto zapamiętać to nazwisko, jak i zapoznać się z lekturą, bo to właśnie ona była i jest inspiracją dla wielu dzisiejszych dzieł. Historia ta zapewne znana jest niejednej osobie, chociażby za sprawą kilku ekranizacji (najpopularniejsza z 2002 roku).

Przedstawiony w powieści genialny naukowiec, podróżując w czasie, trafia do przyszłości (oddalonej aż o 800 tysięcy lat), gdzie znany nam świat przestał istnieć.

Pozostały po nim zgliszcza, a człowiek wyewoluował… Powstałe rasy – przyjaźni Eloje oraz agresywni Morlokowie, mieszkańcy podziemia – toczą nieustającą walkę.

Jednak to żyjące w ciemności istoty zdają się dominować i powoli eliminować słabszy gatunek.

[…] we wznoszeniu się cywilizacji widział tylko rosnącą górę głupstw i błędów, która musi kiedyś runąć miażdżąc tych, co ją wznosili.

Herbert George Wells – Wehikuł czasu

W tych słowach zawarty jest praktycznie cały fundament gatunku postapokaliptycznego. Człowiek, posiadając zdolność logicznego myślenia, analizowania oraz dedukcji, wyciąga wnioski z wydarzeń dziejących się dookoła.

Spoglądając na naszą historię oraz aktualne wydarzenia, bardzo łatwo można dojść do wniosku, że bardzo niewiele dzieli nas od niewyobrażalnej katastrofy. Wielka wojna czy drastyczne zmiany klimaty? – aż chciałoby się powiedzieć: kto pierwszy ten lepszy!

Tymczasem Wells zdecydowanie wyprzedził czasy, w których żył. Warto spróbować sobie je wyobrazić – to wciąż był XIX w.!

Sposób myślenia – przez co również formowania zdań, czyli komunikacja werbalna – zmienia się już nawet w ciągu jednego pokolenia, jak więc wyglądało to 124 lata temu?

Jako odpowiedź wystarczy przytoczyć słuchowisko Wojny światów, innej powieści autora, którą w 1938 roku wyemitowano w radiu. Społeczeństwo wpadło w panikę, wierząc, że Ziemia naprawdę została zaatakowana przez Marsjan…


Dwie pochodne

Wojna światów jest Idealnym przykładem, który może nam również posłużyć jako pomoc naukowa. Akcja została umiejscowiona w trakcie działań wojennych, tudzież apokalipsy. Jest to kolejny podgatunek sci-fi, bardzo zbliżony do postapokalipsy, ale jednak skupiający się na innych wydarzeniach.

Dobrym przykładem jest również gra This War of Mine, o której wspominaliśmy w tym artykule.

Oczywiście, można te dwa gatunki łączyć nawet w jednym dziele, należy jednak wiedzieć, czym się od siebie różnią. Postapokalipsa, jak sama nazwa mówi, jest następstwem katastrofalnych zdarzeń.

Jako fan oldschoolu oraz serii Final Fantasy, nie mogę nie wspomnieć w tym miejscu o szóstej odsłonie tej gry. Jeśli ktoś planuje nagłe nadrabianie zaległości z Finalem, uwaga spoiler!

Z początku Final Fantasy VI nie zaskakuje niczym szczególnym, biorąc pod uwagę tę serię. Gracz stara się przeciwstawić antagoniście, który próbuje zniszczyć świat – dzień jak co dzień.

I wtedy twórcy zasponsorowali jeden z największych zwrotów akcji w historii gier wideo: ów czarny charakter, niejaki Kefka, dopiął swego i sprowadził zagładę za pomocą potężnego artefaktu. W jednej chwili świat, do którego gracz się przyzwyczaił, umiera, a odnaleźć się w nowej rzeczywistości łatwo nie jest…

Idealne połączenie i zarazem płynne przejście z gatunku apokaliptycznego do postapokaliptycznego.

Zwiastun gry na urządzenia mobilne

Jednak to nie koniec. Podobnych postapokalipsie gatunków jest naprawdę dużo więcej. Często trudno jest przypisać dany produkt tylko do jednego z nich, gdyż i sami twórcy nie chcą być szufladkowani.

Tym sposobem nie unikniemy powiązań postapokalipsy z utopią czy dystopią, popularnym w ostatnim czasie cyberpunkiem, a także futurystycznymi grami wojennymi. Jeśli was to zainteresuje, dajcie znać w komentarzach, postaramy się rozwinąć temat w kolejnych artykułach.

Tymczasem przejdźmy do poszczególnych dzieł, za które pokochaliśmy opisywany dzisiaj gatunek.


Szukając inspiracji

Nie od dzisiaj wiadomo, że najlepszą inspiracją twórczą jest dzień powszechny, jak i wszelkie wydarzenia z nim związane.

I choć w przypadku nurtu postapokaliptycznego podstawową bazą są tragedie i wielkie kryzysy, trzeba docenić przekaz jaki za sobą niesie.

Bo, w zdecydowanej większości, wzywa on do refleksji oraz rozwagi, będąc jednoznaczną przestrogą. Jeśli odbiorca takiego dzieła poczuje strach, zagubienie czy wręcz nostalgię, myśląc o codzienności, to jego twórca śmiało może ogłaszać sukces.

Spotkania z takimi uczuciami należy się spodziewać, biorąc na tapet ambitniejsze produkcje. Odchodząc od nich, człowiek musi docenić obecne życie i uświadomić sobie, jak łatwo może się ono zmienić w istny koszmar.

Fatalizm świata

Uniwersum Metro
30 wydanych książek (w Polsce)
Trzy gry wideo
W przygotowaniu ekranizacja

W ten właśnie sposób można określić projekt Metro, którego twórcą jest Dmitry Glukhovsky. Autor stworzył świat, który został doszczętnie zniszczony przez wojnę nuklearną.

Wydarzenia w pierwszej odsłonie, czyli książce Metro 2033, rozgrywają się w Moskwie, w której nieliczni ocaleni schronili się w tytułowym metrze. Przetrwali tylko i wyłącznie dlatego, że w momencie ataku bombowego byli w środku bądź znajdowali się w najbliższej okolicy…

Życie na powierzchni pełne jest niebezpieczeństw za sprawą wysokiego promieniowania oraz zmutowanych zwierząt, które pod jego wpływem stały się skrajnie agresywne i rządne ludzkiej krwi.

Potworów jednak nie brakuje również wśród ludzi, którzy mimo tragicznej sytuacji nie stronią od wewnętrznych podziałów, polityki, spisków, a nawet wojen…

Ludzie zawsze umieli zabijać lepiej niż każde inne żywe stworzenie.

Dmitry Glukhovsky – Metro 2033

Glukhovsky sugeruje, że człowiek zawsze pozostanie człowiekiem, pełnym wad i egoizmu, nawet w obliczu własnej zagłady. Przerażające, ale jakże prawdopodobne…

Ogrom Metra

Projekt ten zapewne wyróżnia się rozmachem, z jakim jest realizowany. Po sukcesie pierwszej książki, szybko przyszła kolej na kontynuację oraz grę komputerową. Metro 2033 stało się niekwestionowanym klasykiem gatunku postapokaliptycznego. Niesamowita jest nić powiązań, jaką utkał Glukhovsky.

Bo o ile pierwsza książka z grą są swoimi odpowiednikami, o tyle fabuła powieści Metro 2034 (swoją drogą słabszej) opowiada o zupełnie innych wydarzeniach. Natomiast kontynuacja komputerowa Metro: Last Light jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej części. Co w tym nadzwyczajnego? – dalszy ciąg historii.

Książka Metro 2035 jest kontynuacją wydarzeń przedstawionych w grze Last Light, czyli jeśli ktoś ograniczył swoją przygodę jedynie do powieści, może z początku czuć się skołowany.

Dodatkowo książka ta „wprowadza” wydarzenia i bohaterów przedstawionych w Metro 2034, stale angażując ich w główny wątek fabularny. Mało? Jest jeszcze przecież gra komputerowa Metro Exodus, która jest kontynuacją… Metra 2035.

Można się pogubić, dlatego zainteresowanym przedstawiamy poniżej najlepszą, naszym zdaniem, kolejność czytania/grania.

  1. Książka Metro 2033.
  2. Gra Metro 2033 lub odświeżona wersja Metro Redux.
  3. Książka Metro 2034 .
  4. Gra Metro: Last Light lub odświeżona wersja Metro: Last Light Redux.
  5. Książka Metro 2035.
  6. Gra Metro Exodus.
  7. Istnieje jeszcze nowela Koniec drogi, która przybliża jeden wątek poruszony w Metro 2034 – warta przeczytania historyjka, klimatem przypominająca Drogę Cormaca McCarthy’ego. Najlepiej ją czytać po Metrze 2035.

Gluchovsky na tym nie poprzestał. Znany z innowacyjnych pomysłów rosyjski pisarz zaprosił do współpracy kolegów po fachu z wielu różnych krajów.

Stworzyli oni historie dziejące się w tym samym świecie, w tym samym czasie, jednak w innych zakątkach świata. W Polsce ukazało się ponad 20 książek należących do Uniwersum Metro 2033 oraz Uniwersum Metro 2035, za sprawą wydawnictwa Insignis.

Kadr z gry Metro Exodus

Co ciekawe, w projekcie uczestniczą również Polscy autorzy, których powieści osadzone są w Krakowie, Warszawie, Górach Sowich oraz we Wrocławiu.


Klasyka wśród gier postapokaliptycznych

Jeśli wymieniliśmy powieści Wellsa jako czynnik popychający czytelników do pokochania postapokaliptycznego gatunku, to musimy również poszukać odpowiednika w świecie gier wideo.

Naturalnie nasuwającym się na język tytułem jest Fallout.

Gra podbiła serca milionów już podczas pierwszych z nią styczności, a działo się to w roku 1997. Klimat postapokaliptyczny miesza się tutaj z retrofuturystycznymi wizjami świata.

Podobnie jak w Metrze, za sprawą Fallouta poznajemy konsekwencje nuklearnej wojny, która skaziła i na zawsze zmieniła Ziemię.

Fallout 76 – zwiastun

Fani serii prawdopodobnie już sobie ostrzą zęby za przypomnienie im powyższego Fallouta 76. Otóż został on przytoczony nie bez przyczyny, gdyż idealnie obrazuje, jak łatwo można zepsuć coś tak dobrego.

Chciałoby się wręcz powiedzieć, że Bethesda (studio odpowiedzialne za najnowsze odsłony serii) sama sobie zafundowała wewnętrzną apokalipsę.

Ograniczmy się jednak do eufemistycznego stwierdzenia: gra nie zebrała zbyt dobrych recenzji, a całość daleka jest od ideału…

Niepowtarzalny klimat

Kto chociaż raz miał styczność z Falloutem, zapewne przyzna, że odznacza się niesamowitym klimatem. I można te gry lubić lub nie, ale trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie.

Osadzenie amerykańskich lat 50. ubiegłego stulecia w dalekiej przyszłości okazało się strzałem w dziesiątkę. Kult tej gry urósł do wręcz niewyobrażalnych rozmiarów, czemu dziwić się nie można, mało kto nie spędził z nią wielu, wielu godzin. Stała się wzorem do naśladowania oraz inspiracją przyszłych pokoleń.

Warto jednak wspomnieć, że twórcy pierwszej części czynili podobnie, spoglądając w stronę Wastelandu (1988), którego w końcu doczekamy się trzeciej odsłony.

Fallout 2

Jak wielki wpływ miał Fallout 2 na dalszy rozwój gatunku, oddaje ilość produkcji, które starały się (z lepszym lub gorszym skutkiem) oddać ten klimat.

Nawet dzisiaj, stojąc na progu nowej dekady, otrzymujemy falloutowe produkty z najwyższej półki.

Jak na przykład Encased, którego twórcy nie ukrywają, że ich praca jest wielkim hołdem dla legendarnego pierwowzoru.

Oddziaływanie na rzeczywistość

Gry postapokaliptyczne bezsprzecznie działają na wyobraźnię ludzką, wzbudzając strach, a nawet przerażenie.

Zwłaszcza wizja wojny nuklearnej, która wisi nad światem od czasów Zimnej wony, nie chce odejść w zapomnienie.

Szybko zwietrzono możliwość zysku, stosując się do zasady: jest popyt, jest podaż. Wykładając więc odpowiednią gotówkę na stół, można się dorobić własnego schronu przeciwatomowego (choć nie aż tak pokaźnego jak w Falloucie), w którym z powodzeniem można przetrwać kilka lat.


Pod kontrolą Zony

W ostatnim czasie jesteśmy świadkami niewyobrażalnej wręcz mody na wycieczki do Czarnobyla. Sytuacja ta jest pokłosiem bardzo ciepło przyjętego serialu HBO, opowiadającego o tragedii z kwietnia 1986 roku.

Wznowiono zapomniane już książki (notabene świetne), odświeżono filmy dokumentalne, a każdy szanujący się YouTuber musi nagrać chociaż odcinek z ukraińskiego wymarłego miasta.

W Zonie pojawiło się tak dużo turystów, że do tych najpopularniejszych miejsc ustawiają się kolejki… Takim stanem rzeczy na pewno nie są zadowoleni prawdziwi, wieloletni stalkerzy, którzy traktowali to miejsce jak swego rodzaju świątynię.

Jednakże – jak to ze wszystkim bywa – moda w końcu przemija, co prawdopodobnie stanie się i w tym przypadku.

Pozostaną wtedy jedynie ci najzagorzalsi czarnobylscy fanatycy, którym nie trzeba tłumaczyć kim są samosioły albo „czy daleko jeszcze do tego Oka Moskwy?”.

Kadr z gry S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci

Abstrahując od obecnej popularności Czarnobyla, przyznać musimy, że miejsce to od zawsze przyciągało wielu ludzi, nie tylko tych osobiście z nim związanych.

Na własne oczy chcemy zobaczyć, do czego może doprowadzić ludzka ignorancja oraz zaniedbania. Chcemy poczuć tamto powietrze, usłyszeć ciężką do wyobrażenia ciszę oraz zobaczyć niszczejące budynki.

Zwłaszcza te ostatnie robią niepowtarzalne wrażenie, uświadamiając nam, że w końcu przyroda upomni się o swoje.

Stoję w deszczu nad niewielkim pagórkiem świeżo usypanej ziemi, zwieńczonym krzyżem z dwóch zespawanych drutów zbrojeniowych. Zamiast tabliczki – stara maska przeciwgazowa. Zamiast wieńca – dwie puste butelki po wódce nasadzone na poziomie ramiona krzyża i tetetka przyspawana na jego szczycie. Wieczny odpoczynek, Łysy – niech ci Zona lekką będzie.

Michał Gołkowski – Ołowiany świt

Wschodnioeuropejski klimat

Szybko się okazało, że Zona stała się niewyczerpanym źródłem inspiracji dla wielu twórców. Oczywiście nie można tutaj pominąć serii ukraińskich gier postapokaliptycznych S.T.A.L.K.E.R.

Warto jednak wiedzieć, że jedną z ich głównych inspiracji był film Stalker z 1979 roku – absolutne arcydzieło kinematografii, obowiązkowe dla fanów klimatu postapo. W grze została przedstawiona nam jakże ciekawa alternatywna historia czarnobylskiej Zony.

Już w XXI w. doszło do ponownego wybuchu w elektrowni, który w jeszcze większym stopniu wpłynął na okolicę. Flora i fauna zmutowały, stając się skrajnie agresywnymi.

W wielu miejscach pojawiły się tzw. anomalie, które w większości są niczym innym jak śmiercionośnymi pułapkami. Wytwarzają one jednak bardzo cenne przedmioty, artefakty, których niesamowite właściwości są pożądane poza Strefą… A to powołało do życia tytułowych stalkerów.

Kadr z gry S.T.A.L.K.E.R.: Czyste niebo

Scenariusz do gier stworzył Andriej Lewicki, który dzieciństwo spędził nigdzie indziej jak w Czarnobylu.

Po tragedii w 84. roku był częstym gościem Zony, w której nocował po opuszczonych budynkach. Niejednokrotnie przychodziło mu się ukrywać przed patrolami milicji! Lewicki był więc naturalnym wyborem do stworzenia scenariusza S.T.A.L.K.E.R.A., w końcu sam jest jednym z nich.

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że człowiek ten jest również zaangażowany w projekt Survarium, tworząc między innymi książki z tego świata.

Bardzo ciekawym pomysłem była dodatkowa bonifikata graczy, którzy przesłali do wydawcy swoje zdjęcie wraz z zakupioną książką Lewickiego. Otrzymywali oni dodatkowe przedmioty dla swojej postaci.

autor
Michał Gołkowski
Tytuł
Ołowiany świt
cykl
S.T.A.L.K.E.R.

Nie tylko gry

Po sukcesie gier, uświadomiono sobie, że stalkerski świat jest po brzegi wypełniony niesamowitymi historiami, które tylko czekają na opowiedzenie. Tak narodziła się seria książek, które w Polsce ukazują się za pośrednictwem Fabrycznej Zony (Fabryka Słów).

Czarnobylska seria liczy już sobie prawie 20 wydanych pozycji, a szczególną popularnością cieszy się pięciotomowy cykl polskiego pisarza Michała Gołkowskiego.

Książki opowiadają historie niezwiązane z główną fabułą gier, jednak spotykamy w nich miejsca oraz postacie znane z ekranów. Walka ze snorkami, ucieczka przed kontrolerem czy potężną chimerą… można się przestraszyć.

Następca

Fanom S.T.A.L.K.E.R.A., którzy od lat nie mogą się doczekać wyjścia części drugiej, zadośćuczynić może Chernobylite.

W pewnym sensie ta gra mogłaby być pełnoprawnym następcą ukraińskiego fenomenu, choć trochę więcej w niej survival horroru. Wartym odnotowania faktem jest dokładność odwzorowania szczegółów wymarłego miasta.

Polskie studio The Farm 51 zasłużyło pod tym względem na oklaski, gdyż te najpopularniejsze miejsca zostały przeniesione na ekrany komputera 1:1. Jeśli ktoś odwiedził kiedyś Czarnobyl, może się chwilami poczuć jakby ponownie się tam znalazł.

Zwiastun gry

Gra jest jeszcze na etapie wczesnego dostępu, przez co posiada swoje wady i błędy, natomiast zdecydowanie jest warta zainteresowania.


Apokalipsa Zombie

Temat chodzącej śmierci jest na tyle rozbudowany, że, chcąc mieć czyste sumienie, należałoby mu poświęcić oddzielny artykuł lub dwa.

Dziesiątki filmów, komiksów, książek i gier komputerowych, a sam motyw wplątywany był już praktycznie do wszystkiego. Były komedie z zombie w tle, a nawet romanse (między człowiekiem a truposzem) czy teledyski muzyczne.

Jednak mimo, zdawałoby się, wyeksploatowania materiału, wciąż potrafi on zaskakiwać i oddać to, co potrafi jedynie postapokalipsa.

Żywe trupy

Wiele osób twierdzi, że serial The Walking Dead powinien skończyć się już dawno temu. I może jest w tym ziarno prawdy, jednak należy pamiętać, że powstaje on na podstawie komiksów o tym samym tytule.

Oczywiście, można wejść w polemikę odnośnie zgodności ekranizacji z książkowym pierwowzorem. Faktem jednak jest, że serial ten mocno odświeżył gatunek zombiekalipsy.

Powstało całe uniwersum TWD, na które składają się również książki oraz gry komputerowe. Jeśli chodzi o te ostatnie, to zapewne największe emocje budzi seria stworzona przez amerykańskie studio Telltale Games.

Historia ta, idąc śladem serialu, podzielona została na kilka sezonów (cztery plus dwa dodatkowe). Jest to typowa przygodówka point-and-click, w której postawiono przed graczem zdawałoby się proste zadanie: przetrwać. I choć gra ta nie jest skomplikowana pod względem zagadek do rozwiązania, posiada olbrzymi ładunek emocjonalny.

Zwłaszcza pierwszy sezon uważany jest przez wielu za arcydzieło fabularne – w kolejnych jest już trochę gorzej.

Kadr z gry The Walking Dead: A Telltale Games Series

Miłym dodatkiem są spotkania z postaciami znanymi z serialu, które niejednokrotnie odgrywają niemałą rolę w grze.

Polacy nie gęsi, swoje zombie mają

Tak, tak – mowa tutaj o produktach firmy Techland. Serie Dead Island oraz Dying Light (survival horrory z elementami cRPG) podbiły serca wielu graczy na całym świecie, wrzucając ich w sam środek miast opanowanych przez zombie.

Muszą mierzyć się z kolejnymi hordami, konstruując coraz to wymyślniejszą broń do efektywnej i efektownej roboty.

Ogromnym plusem jest tryb co-op, pod którego tak naprawdę gra została stworzona. Mało co daje tyle frajdy, co wspólna eksploracja – swoją drogą sporego świata, wykonywanie questów oraz rozwój postaci.

Samodzielna rozgrywka oczywiście jest możliwa, jednak jest o wiele bardziej… nudna.

Kadr z gry Dying Light 2

Znowu te zombie…

Zombiekalipsa traktowana jest przez wiele osób z przymrużeniem oka. Nawet wśród fanów gatunku postapokaliptycznego można spotkać zagorzałych przeciwników snujących się truposzy.

Sytuacja ta jest pokłosiem wspomnianych wcześniej hybryd gatunkowych obdzierających zombie z tego, co najlepsze. To prawda, że spośród wszystkich wizji Końca, jest to chyba najmniej prawdopodobny scenariusz.

To prawda, że jego twórcy często nie stroną od absurdów. Jednak to właśnie tam przedstawiono jedną z największych samotności (Jestem Legendą). To The Walking Dead idealnie oddaje upodlenie ludzkie i jego zwierzęce instynkty. Ludzie, szanujmy zombie!

Serial The Walking Dead

Wpływ popkultury

Gatunek postapokaliptyczny zrodził jeszcze jedną grupę ludzi, która dość mocno się w niego zaangażowała: preppersów.

To oni w dużej mierze nakręcili rynek pod kątem wspomnianych przydomowych schronów. Osoby te czynnie przygotowują się do życia postapokaliptycznego, wierząc, że koniec nastąpi za ich życia. Powstało wiele książek o preppersowej tematyce, jak i organizowane są szkolenia czy kursy przetrwania.

Nurt ten ściśle łączy się z równie popularnymi bushcraftem oraz survivalem. Wielu ludzi patrzy w tym kierunku z pobłażliwym uśmieszkiem, życzmy sobie jednak, żeby tym razem powiedzenie „ten się śmieje, kto się śmieje ostatni” nie miało odzwierciedlenia w rzeczywistości.

To nie koniec

Jak już zostało powiedziane, dzieł postapokaliptycznych powstało bez liku. Ciężko więc opisać wszystkie, nawet jeśli skupilibyśmy się jedynie na tych najlepszych. Wybaczcie więc, jeśli zabrakło waszej ulubionej pozycji w naszym zestawieniu.

Dajcie znać w komentarzach, za co kochacie ten gatunek oraz jakie są wasze ulubione gry postapokaliptyczne, książki oraz filmy!